poniedziałek, 3 lutego 2014

UKOCHANY WNUNIO

Wczoraj spakowawszy siebie i dziecko z niecierpliwością czekałam aby Mąż zawiózł nas do moich rodziców.To właśnie w domu rodzinnym wykorzystuje zaległy urlop.Dawno mnie nie było,tak na dłużej.Zatęskniłam.

TEGO MI BRAKOWAŁO!!!!

Brakowało mi rozmów z mamą (chociaż codziennie do siebie dzwonimy) o wszystkim co mnie trapi,z siostrą o relacjach damsko-męskich i tego pochrząkiwania taty kiedy jest pełny dezaprobaty dla mojego zachowania.

 W domu czuję się sobą.
Oddycham i nie muszę ............. no właśnie
 NIC NIE MUSZĘ:-)

Każda moja próba pozmywania naczyń kończy się na krzyku mamy i oburzeniu siostry.Przecież przyjechałam odpoczywać a nie sprzątać,tak mi tłumaczą.Co prawda już jutro małżonek po mnie,po nas przyjedzie ale pozostało mi jeszcze trochę czasu na błogie lenistwo,na zabawę i wariacje i wygłupy  z synkiem.

Z przyjemnością patrzę na rodziców kiedy tulą w ramionach mojego syneczka.Kiedy są na każde jego skinienie i pomruk.Nic się nie liczy-liczy się tylko on -PAŁECZKA.
Zażarte rozmowy prowadzą między sobą doszukując się podobieństwa wnuczka do siebie.Gotują tak aby i mały wnusio zjadł a dziadek taszczy ze sklepu prażynki i chrupki kukurydziane.Wiem,że tata powstrzymywał w nocy mamę aby ta nie sprawdzała co pół godz. czy aby Szymek się nie rozkopał,czy aby na pewno mu nie jest zimno i źle.

A mojemu dziecku jest jak w niebie.Pełno atrakcji,zabawek nowych i pełno czułości.Nigdy nie podejrzewałam swoich rodziców o taką wylewność,nie sądziłam,że taka mała istota może odmienić,sprawić,że buzia sama się uśmiecha,raduje a zwykłe czynności nabierają takiej mocy i magij.

Szymek ma to szczęście,że ma komplet dziadków.Jednych w domu a drugich ciut dalej. Cieszę się kiedy wyciąga ręce aby wspiąć się po dziadkowych nogach i móc pociągnąć za wąsy,których nie posiada ani małżonek ani teść. Inaczej moja mama pachnie niż woda toaletowa teściowej czy zapach lakieru do włosów.Inaczej dzień wygląda i inaczej okolica. Widok Szymka tarzającego się w śniegu bezcenny.A radość mojej mamy,która po raz dziesiąty podnosiła wnuczka z zaspy nie zapomniana. Nawet dziadek musiał przełączyć telewizję na kanał z bajkami,trudno skoki narciarskie nie są ulubioną dyscypliną mojego synka.

Dziwne jest to jak taka mała istota potrafi przeorganizować i wywrócić życie do góry nogami.Jak z poważnych,dojrzałych ludzi uchodzi powietrze a radość sprawia zbudowanie po raz setny wieży z klocków,chociaż owa wieża ma istnieć kilka chwil.Jak wiele musi dla nich znaczyć ten malutki człowieczek.I jutro na pewno nie jedna łza spadnie kiedy mały Pałeczka będzie wracał do siebie.Do tamtych dziadków.
 




1 komentarz :

  1. no własnie u siebie mozna byc po prostu sobą....

    OdpowiedzUsuń