czwartek, 27 grudnia 2012

Żegnamy 5 miesiąć!!!!


W te Święta  a właściwie 26 grudnia tak tak w Szczepana mój Syneczek ukończył piąty miesiąc swojego życia.
 Dziwne jak ten czas szybko leci, jak ulotne są te chwile i jak bardzo jestem wdzięczna losowi za to, że natrafiłam na blog KOBIETY
Tak naprawdę to dzięki niemu zaczęłam pisać naszą historie. Nosiłam się z tym pomysłem już wcześniej ale patrząc jak wiele mi ucieka z pamięci wspaniałych momentów i ja zaczęłam się „obnażać”  przed innymi ludźmi. 
Wami
To takie dziwne pisać o sobie, o swoich problemach dnia codziennego, o braku zrozumienia, wsparcia a jednocześnie tworzyć zapis naszego życia. 
Kiedyś dzięki temu mały Szymek stanie się Szymonem i doceni trud i wkład w jego wychowanie. 
MAM TAKA CICHĄ NADZIEJĘ.

Pięciomiesięcznica jest tylko takim małym świętem celebrowanym przeze mnie i mojego szkraba. Nikogo nam więcej nie potrzeba. Tata oczywiście też pamięta ale on to co innego.


Synka powitałam na świecie
 26.07.2012 roku o godz 14.20. 



Przyszedł na świat dzięki pomocy wielu osób przez cesarskie cięcie. Niestety ja po wielu godz i próbach porodu naturalnego nie mogłam. 
Przeszłam folej następnie kroplówkę później zaaplikowano żel znowu kroplówkę a kiedy już padło pytanie co dalej kazano mi jeszcze poczekać i zaufać panom lekarzom. 
Ufałam czekałam, cieszyłam się z każdego skurczu, im bliżej było bólu tym bardziej go pragnęłam. 
Pamiętam to dziwne uczucie kiedy na Sali w której czekałam przed porodem zmieniały się dziewczyny kilka nawet w ciągu dnia a ja prawie czułam się jak weteran.
Czekałam cierpliwie na swoja kolej.
 Byłam przy 4 porodach naturalnych i dwóch cesarkach. Dziwne uczucie czekać na swoje maleństwo wiedząc, że tam za parawanem inna kobieta, mamusia karmi, tuli swoje dzieciątko.

W dniu porodu jeszcze zaryzykowano dostałam kroplówkę po której zaczęły się pisać regularne skurcze. 
Piłka chodzenie i ćwiczenia tylko to było dla mnie ważne. Słuchałam ślepo poleceń położnej, której już imienia już nie pamiętam a chciałabym podziękować za chęć pomocy w przyjściu na świat mojego maluszka. Tylko ona pomagała, mówiła wspierała a nie tak jak inne położne czekały i patrzyły na zapisy ktg. 
Czułam się w tedy jak lekarz, obserwowałam wykresy, analizowałam i cicho płakałam ponieważ wiedziałam, że mojemu synkowi na świat się nie śpieszy. A ja tak bardzo chciałam.
Czekając na niego ciągle byłam badana, oglądana, nie liczono się ze mną, moimi uczuciami, moje prożby o jakiekolwiek informacje były ignorowane przez lekarzy. 
Czekałam, oddychałam i modliłam się. 
Kolejna kroplówka- decyzja ordynatora była moim wybawieniem, miała pomóc, dać kuksańca maleństwu aby się pośpieszyło.
 Byłam zmęczona rodziłam na sucho od godziny 11.00 kiedy to lekarka spuściła wody płodowe. 
Dziwne to było uczucie, ból nabrał innego wydźwięku, skurcze mocniejsze, kolejne badania doprowadzały mnie do szaleństwa. 
Kroplówka niestety kończyła się, humor mi się pogarszał, już nie żartowałam, czułam się wyzuta z uczuć, nijaka.
O czternastej decyzja cięcie. 
Zespół zebrał się w niecałe 5 min, czekali na mnie tak naprawdę, ja czekałam, maleństwo też i mój mąż z moją mamą za drzwiami porodówki.

Dziwne to uczucie, nie ciecie samo ale sposób wyjęcia tego małego człowieczka. Nie bolało ale czułam szarpnięcia jakby ktoś chciał mi wyrwać część mnie, zabrać mi kawałek mojego ciała. 
Patrzyłam na pojemnik z odpadami, jak zapełniał się opatrunkami, krwią, odchodami. Patrzyła, oddychałam i prosiłam o płacz o ten cichy płacz. 
Słyszałam małego, ale nie pokazano mi go. Jakaś pielęgniarka zabrała go szybko z sali, zważyła, zmierzyła i zabrała do inkubatora aby ogrzać. 
Był wykończony zresztą jak ja, jak my wszyscy.
Pani anestezjolog, która trzymała mnie za nadgarstek uśmiechała się do mnie mówiąc, że wszystko już za mną, że w porządku. A ja tak bardzo chciałam przytulić tą małą bezbronną istotę.
 Maluszek nie był sam, pozwolono wejść mężowi i mamie na oddział noworodków. Szybki dotyk taty po policzku,buzi, sprawdzenie czy aby na pewno synek, szybkie zdjęcie dla mnie i maluszek został sam. 
Sam w Sali pełnej takich samych noworodków.
Pamiętam, że po pewnym czasie zaczęłam odróżniać płacz mojego synka. 
Jednak dopiero na druga dobę mogliśmy być już razem. Ponieważ całą dobę leżał pod kroplówką z glukozą. 
Ja zresztą nie odważyłabym się na przespanie nocy z takim okruszkiem. 
Wszystko bolało, wracało czucie, ból i drętwienie rąk, palców- do dzisiaj je mam zresztą.

Wracając do tematu przewodniego syn Beaty i Mariusza. 
Tak kochane mamusie moje imię brzmi Beata urodził się z:
 wagą 3320g i 52 cm wzrostu.


Proporcjonalny, bez żadnej plamki na buzi, bez trądzika niemowlęcego.
 Idealny, wspaniały taki kruchy. Był i jest jak do tej pory spokojnym dzieckiem, dużo śpi. Mam obecnie jedną góra dwie pobudki nocne na karmienie.
 Staramy się z M. kąpać małego co drugi dzień, w okresie letnim co dzień ok godz. 20.00 może później po „barwach szczęścia”. 
Kąpałam przeważnie ja ale w końcu i mąż się przełamał i to jego teraz zadanie a mi pozostaje natarcie oliwką i naszykowanie do snu. 
Zaczynamy po czynnościach pielęgnacyjnych karmienie, długo karmimy jak już maluch nie chce więcej ssać niestety podajemy buteleczkę.
 Wypija 120ml, pierś ponownie ląduje w ustach malego badacza a jak jeszcze mu mało to 60ml jeszcze opyli. Robi się wtedy senny i ląduje w foteliku samochodowym, w którym go bujamy. Często zasypia przy piersi. 
Śpi tak do godz 3 rano, wrzuci coś na ząbek i prześpi tak do godz 6.00-7.00. 
Następuje ponowne nakarmienie, jeszcze usypia i budzi się tak ok 9.00.
 Następuje wtedy pielęgnacja i zabawa. 
Usypiamy i budzimy się ponownie ok 13.00-14.00. 
Jak jesteśmy w formie to wychodzimy na spacerek. 
Po takim dotlenieniu maluszek zasypia ale budzi się przy rozbieraniu. Przesypia do godz 18.00 i następuje wtedy zamiana ról. Opiekunem małego staje się tatuś. To on dba, bawi się z Szymonem, ja wtedy ogarniam mieszkanie i nadrabiam zaległości.

Szymon waży obecnie 7 kg przy wzroście 70 cm. 
Powoli żegnamy już rozmiar 68 i zaczynamy chodzić w 74.  
 Czyli moja pociecha przybrała od dnia narodzin 3680 gr i 18cm
Bardzo nas to cieszy i jest oznaka, że maluszek rozwija się prawidłowo.

Szukałam na stronach internetowych tego co powinno już umieć pięciomiesięczne dziecię i o to co znalazłam na stronie MAMAZONE .
 Bardzo ją zresztą polecam odwiedzić, ciekawe artykuły, filmiki w jasny i czytelny sposób odpowiadają na nasze wątpliwości.
Zatem:
Charakterystyka niemowlaka w 5. miesiącu życia:
  • Pięciomiesięczne niemowlę żywo reaguje na swoje odbicie w lustrze
  • Zaczyna wkładać do buzi swoje stopy
  • Domaga się kontynuowania zabawy
 Co potrafi niemowlę w 5. miesiącu życia?
  • Pięciomiesięczne niemowlę obraca się z brzucha na plecy i odwrotnie
  • Trzymane za ręce podciąga się do pozycji siedzącej
  • Leżąc na brzuszku, próbuje przesuwać się do przodu
  • Pewnie utrzymuje główkę w pionie
  • Obraca się w kierunku, z którego dochodzi dźwięk
  • Potrafi obracać nadgarstkiem
  • Umie sięgnąć po przedmiot i chwycić go
  • Rozpoznaje twarze i głosy znajomych osób 

Podsumowując: 
 
Tak wiec mój Szymon z tego co napisali faktycznie uśmiecha się do lusterka zawieszonego na macie. 
Nie chce przerywać zabawy, pieszczot sygnalizując to płaczem i piskiem. Dość głośnym dodam. Jeszcze nie opanował przewracania się na brzuszek, ale powoli małymi kroczkami próbuje jak na razie od kilku dni przerzucić ciężar nóżek na jedną ze stron. Może mu się uda niedługo wylądować na brzuszku.
 Jak na razie nie próbowałam go podnosić do pozycji siedzącej, poczekam jeszcze z tym troszkę. 
Nie marudzi już leżąc na brzuszku, głowę trzyma sztywno  wydając fantastyczne odgłosy zadowolenia widząc zabawki przed nim. 
Wczoraj nawet zaczął pełzać- chyba zaczynamy raczkować .
Faktycznie reaguje na głos mój, M. teściowej. 
Uśmiecha się. 
Jest ufny w stosunku to obcych, nie płacze jak zmieniają się osoby noszące go. 
Jest nad wyraz tolerancyjny. 
Potrafi zająć się zabawką przez jakiś czas i nieustannie wszystkiego próbuje.
Serce me się raduje widząc jak się uśmiecha jak podchodzę rano do łóżeczka, jak oczy mu błyszczą i zachodzą mgiełką od zmęczenia. 
Kocham go karmić bo wtedy jest jakoś magicznie, inaczej się czuje, kiedy małe rączki masują piersi, głaskają a usta wygięte w dzióbek czekają

Nie mogę się już doczekać dnia kolejnego:-) i kolejnych umiejętności:-)
Też tak macie?
Może macie jakieś fajne pomysły aby wesprzeć motorykę małego badacza i podróżnika?
Jestem bardzo ciekawa:-D

5 komentarzy :

  1. Gratulacje :) Wspaniałe uczucie być mamą :) Pozdrawiamy i zapraszamy do siebie http://zuziulek.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za zaproszenie, na pewno skorzystamy i zadomowimy się u Was:-)
      A do macierzyństwa faktycznie trzeba dojrzeć, zaakceptować pewne sytuacje i siebie w nowej, roli:-)

      Usuń
  2. Już troszkę czasu jesteście razem :) A z porodem nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli, mój był planowany na 9 września a urodziłam 22 lipca bo mały tak się śpieszył na świat!
    Zostaję tu na dłużej i zapraszam do siebie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy, witamy:-)
      bardzo nam miło, że kogoś interesują nasze "perypetie"
      Oczywiście skorzystam z okazji i również poznam Twój, Wasz świat:-)

      Usuń